Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Philip K. Dick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Philip K. Dick. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 maja 2013

Zapadająca w pamięć "Niepamięć"

W odróżnieniu od opisywanego ostatnio przeze mnie "Intruza" zupełnie odmienne wrażenie zostawił we mnie inny film o przyszłości, który miałam ostatnio okazje zobaczyć czyli "Oblivion" (pol. "Niepamięć") z Tomem Cruisem w roli głównej.  
 

"Niepamięć" to całkiem niezłe science- fiction (którego zawsze jest mi mało) i choć film trwał dwie godziny i cztery minuty czas w kinie swcale, a wcale się nie dłużył. Tym razem, w przeciwieństwie do "Intruza", jest to dobrze skonstruowany film, z niespieszną narracja, nie przegadaną historią i zagadką, która pozwala widzowi samemu znaleźć odpowiedzi.

Streszczając fabułę "Niepamięci" jest to historia łącząca w sobie wątki Dickowskie (a to Gremlinsy lubią najbardziej!) z Matriksem. Poczciwy Jack Harper i jego towarzyszka Victoria są ostatnimi ludźmi, którzy zostali na Ziemi przed ostateczną migracją ludzkiej rasy na jeden z księżyców Tytana. Z Ziemi trzeba uciekać, bo napadli na nią źli kosmici, którzy zjedli księżyc, a jak powszechnie wiadomo nieobecność satelity, nie wpływa dobrze na stabilność globu. To czego nie zniszczyły trzęsienia ziemi, zostało zmiecione przez bomby atomowe i tak nasz piekny świat zmienił się w malowniczą tuinę.



Zadaniem Jacka Harpera jest doglądanie tego, żeby stacje gromadzące zapasy wody, które polecą z ludzkością w stronę Tytana funkcjonowały sprawnie i bez zarzutów, a to oznacza przede wszystkim utrzymywanie sprawnych dronów - okrągłych bojowych robotów, które walczą z tzw. ścierwojadami czyli niedobitkami kosmitów, którzy napadli na Ziemię i teraz choć pokonani, to nadal sabotują działania ludzi. 

Jack jest sympatycznym facetem i niezłym mechanikiem, ale niestety czyta za dużo książek przez co zaczyna za dużo myśleć, a jego życie coraz bardziej się komplikuje. Jakby tego było mało obsesyjnie śni mu się życie sprzed katastrofy, a zwłaszcza pewna piękna kobieta (w tej roli Olga Kurylenko). Wszystko to sprawia, że Jack powoli przestaje słuchać rozkazów swoich zwierzchników, a jego uporządkowane życie wywraca się do góry nogami. Co z tego wyniknie? Oczywiście całkiem niezłe kino akcji;]



Rozwiązanie zagadki Jacka nie jest może aż tak spektakularne, ale daje do myślenia. Pokusiłabym się nawet o to, żeby powiedzieć, że "Niepamięć" jest filmem o reinkarnacji, bardziej niż "Atlas Chmur". Dla mnie ponad warstwą fabularną "Oblivion" to film o tym, że nie jesteśmy w stanie zmienić tego kim jesteśmy. Zawsze byłam zwolenniczką teorii, że charakter leży w genach i przypadek głównego bohatera "Niepamięci" ewidentnie potwierdza moje podejrzenia.



Na marginesie dodam jeszcze tylko, że Tom Cruise naprawdę nieźle zagrał swojego bohatera. co ciekawe kiedyś czułam do tego aktora dziwną awersję, ale kilka ról sprawiło, że kompletnie zmieniłam o nim zdanie. Przede wszystkim lubię ludzi, którzy potrafią śmiać się sami z siebie, a to Tomowi doskonale udało się w "Tropic Thunder", gdzie zagrał paskudnego producenta Lesa Grossmana, a z kolei w "Wybuchowej parze" całkiem udanie obśmiał Ethana Hunta. Jednak moimi ulubionymi filmami z Cruisem są ex aequo "Vanilla Sky" i "Wywiad z wampirem", chyba po prostu lubię go kiedy jest zbolały;] W każdym razie zostawiam was z Jackiem Harperem i zachęcam do obejrzenia "Niepamięci", według mnie warto.

czwartek, 6 września 2012

Człowiek z wysokiego zamku

Ostatni weekend spędzony w bukowych lasach Łagowa Lubuskiego na szczęście nie zakończył się atakiem boreliozaura, ale za to całkiem przyzwoita ilością kurek i przeczytaniem Człowieka z wysokiego zamku. A stało się tak za sprawą Makromana, który słusznie zwrócił mi uwagę na to, że użyłam filmowego tytułu Blade Runner w odniesieniu do książki Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Za jego sprawą ruszyłam w stronę półki z Philipem K. Dickiem i na drogę wyciągnęłam sobie Człowieka z wysokiego zamku.


Mamy w domu dosyć stare wydanie, które współgremlinsowi pożyczyła nauczycielka polskiego, a on podły nigdy jej już książki nie oddał. Pożółkły papier, mała czcionka, wszystko to pachnące starą farbą drukarską - cały format idealnie pasuje o jak zwykle ponurawej opowieśći Dicka.

Akcja rozgrywa się w alternatywnej wersji historii, w której to Niemcy i Japonia zwyciężyły w II wojnie światowej, a Ameryka została podzielona na strefy wpływów. Pierwszym bohaterem, którego poznajemy jest Robert Childan, handlarz amerykańskimi antykami takimi, jak zegarki z myszką Miki, w których (jak on to przewidział!) miłują się Japońscy okupanci, a z czasem dołączają do niego kolejne postacie - jego klient pan Tagomi, rzemieślnik Frank Fink (co istotne jest Żydem) oraz jego była żona Juliana. 

Nikt tak doskonale jak Dick nie potrafi opisać egzystencjalnego bólu zwyczajnych ludzi, tak. A robi to po mistrzowsku, bez przydługich opisów i psychologicznych portretów, doskonale ujmuje ich osobowości w drobnych gestach, krótkich zdaniach i introwersjach. Całą osobowość Roberta widzimy w staraniach o to, żeby zachować się właściwie w stosunku do Japończyków, Franka w  obsesyjnym radzeniu się wyroczni I-ching, pana Tagomi w dbałości o przestrzeganie protokołu i wreszcie Juliany w jej swoistym poddaniu się biegowi wydarzeń.

Wg. mnie najbardziej udana okładka spośród anglojęzycznych wydań  powieści

Trudno mówić przypadku Człowieka z wysokiego zamku o akcji jako takiej. Coś tam się w sumie dzieje, ale wszystkie wydarzeni podkreślają jeszcze dobitniej fakt, że poszczególny człowiek jest tylko pionkiem w grze niezależnych od niego sił. Według mnie powieść jest raczej próbą pokazania kruchej granicy miedzy jedną wersją wydarzeń, a inną i tego jaki mógłby być świat gdyby wojna miała inny wynik. A jak wspaniale przy tej okazji Dick opisuje Niemców. Jakby mimochodem, niespiesznie, ale jednak wytrwale buduje portret nazistów, który choć fikcyjny to jednak (zwłaszcza jeśli się jest Polakiem) budzi niechęć do tego narodu. 

Co ciekawe każdy z bohaterów tak naprawdę przeżywa własną przygodę w tym nieprzyjaznym świecie, a nierzadko toczy się ona na pograniczu prawdy i fikcji. A dzieje się tak ponieważ Dick wprowadza tu powieść w powieści o biblijnym tytule Utyje szarańcza. Opisuje ona mniej więcej naszą wersję historii, a wszyscy jego bohaterowie w jakimś stopniu spotykają się z tą "alternatywą", co jest rewelacyjnym zabiegiem fabularnym i jak to u Dicka już bywa skłaniającym czytelnika do zastanowienia się nad tym czy sam przypadkiem nie jest bohaterem jakieś powieści.

Podsumowując jest to dziwna książka, na pewno nie jest specjalnie sensacyjna, dla mnie nie była też szczególnie porywająca, ale jednak bardzo udana i skłaniająca do myślenia, za którą to cechę naprawdę uwielbiam Philipa K. Dicka