Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kłamca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kłamca. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 maja 2012

Mogło być więcej nagości - recenzja The Avengers


Czy ostatnio nie chce mi się pisać? Raczej nie jest to problemem skoro prawie nikomu nie chce się czytać;] Ale powody są zupełnie inne niż brak chęci i nazywają się „koniec semestru”, wiec zamiast ciekawych rzeczy czytam teraz głównie badziewne naukowe nudy, co gorsza sama je też piszę.


Sądzę, że rozwój humanistyki doprowadzi kiedyś świat do zagłady, ale mniejsza z tym. Jako, że wciąż nie mam kuchni to wczoraj przy okazji wycieczki na obiad do centrum handlowego poszliśmy do kina na Aevengersów i niestety jestem trochę rozczarowana.

 Może dlatego, że spodziewałam się za dużo? Nie wiem. W każdym razie Thor nie ściągnął koszulki, co uważam za skandal! Dobrze, że są nerdy, które nie omieszkają wrzucić tej sceny na youtuba w zwolnionym tempie, a oto i ona:

 

Dokładnie tak powinien wyglądać facet, chyba, że... jest Tonym Starkiem, który przedstawia się jako "geniusz, palyboy, bilioner, filantrop". Robert Downey Jr. jak zwykle błyszczy w roli Ironmana. Stark nadrobił więc trochę urokiem osobistym, za brak striptizu w wykonaniu Thora, ale wciąż jak na tylu fajnych facetów w filmie potraktowano ich ciała za mało przedmiotowo, przeciwko czemu protestuję!

Fabuła niestety jest tak mało oryginalna, że aż żenująca. Zwłaszcza w porównaniu do tego co Nolan zrobił wskrzeszając Batmana. W błyskotliwy sposób pokazał on, że komiks nie musi być nośnikiem błahych treści, a z fikcyjnego bohatera można uczynić postać niemal szekspirowską. Tymczasem Joss Whedon postawił sprawdzoną, ale zarazem nudną i przewidywalną klasykę. Scenariusz w skrócie – jest jedna zły facet z kompleksami, czyli Loki gładko ulizany brat Thora, który postanowił się zemścić za swoja ostatnią porażkę i zniszczyć ziemię. Do tego celu zaprasza paskudnych kosmitów – zresztą, żeby było czarno na białym Loki jest niezbyt urodziwy, wymizerowany, nie dorównuje żadnemu z Avengersów przypakiem, a do tego jest zakompleksionym i małym bogiem. Ktoś płowieniem przetłumaczyć Jossowi Whedonowi „Kłamcę” Jakuba Ćwieka, może by chłopak zobaczył jaki potencjał zmarnował.

Co by długo nie pisać Loki sprowadza kosmitów, za sprawą, a jakże! tajemniczej niebieskiej kostki, która emituje niewyobrażalną energię. Potem jest fajna rozpierducha i wszystko pięknie wybucha w Nowym Jorku, jak możecie to sobie obejrzeć w trailerze, a potem wiadomo wszyscy będą żyli długo i szczęśliwi, aż do następnej części, bo oczywiście


Bez wątpienia największą zaletą The Avengers jest obsada – to po prostu plejada świetnych aktorów pod wodzą Samuela Jacksona, którzy doskonale weszli w swoje role. Jednym z bardzo pozytywnych zaskoczeń był dla mnie Mark Ruffalo jako Hulk, który wcześniej Hulka przecież nie grał,  naprawdę poradził sobie świetnie.

Nawet mój nieulubiony bohater super-hiper patetyczny Kapitan Ameryka, który jest ultra poprawny, wspaniały, nie ma żadnych wad i wygląda jak Ken, wypadł całkiem nieźle. Sam film „Captain America” był wg. mnie totalną porażką naszpikowaną przesłaniem „warto umrzeć za swój kraj”, a tu takie miłe zaskoczenie. Odpuścili mu trochę, chociaż ostatecznie to on wyszedł na głównego rozjemcę i komendanta.

Nie jestem fanką 3D i uważam, że w większości filmów jest to tylko sposób na wyciągnięcie od widzów większej kasy za bilety, a jednak tu sprawdziło się całkiem nieźle.

Podsumowując człowiek wychodzi z kina bez żadnej refleksji na temat życia, śmierci i miłości, ale czas spędzony miło. No i dużo odwołań do subkultury nerdów, więc było też całkiem wesoło. Polecam jako niezobowiązującą popkulturową miazgę z ładnymi efektami specjalnymi;]


The Avengers
Reżyseria: Joss Whedon



wtorek, 20 marca 2012

Nadchodzi długo wyczekiwany Kłamca 4



„Kłamca” Jakuba Ćwieka, to bez wątpienia jeden z tych cykli, które w radykalny sposób zmieniły moje czytelnicze gusta. Pierwszy „Kłamca” był zarazem pierwszą książką z Fabryki Słów, która trafiła w moje ręce i sprawił, że po latach przerwy wróciłam do czytania polskiej fantastyki. Nie mogła mi się też trafić lepsza pozycja jeśli chodzi o szatę graficzną. I prawdę mówiąc to chyba bardziej niż postać stworzoną przez Jakuba Ćwieka, lubię Lokiego, którego Piotr Ciesliński  narysował w sposób absolutnie genialny (http://darkcrayon.blogspot.com).

Zwłaszcza na okładce drugiego tomu, którą widzimy powyżej. Jak on odpala tego papierosa, mmmm… Loki wygląda na niej po prostu jak idealny typ wszystkich niegrzecznych chłopaków, na których widok w  liceum miękły mi kolana! 

Ale zaraz mam tu przecież pisać o książkach, a nie zagłębiać się w swoje urocze wspomnienia. Więc konkrety. Ćwiek sięgnął do skandynawskiej i mitologii i wyciągnął z niej postać najbardziej nikczemną, wredną i przewrotną, acz równocześnie posiadającą tzw. „dobry bajer” czyli Lokiego, boga kłamstwa.

Dla Lokiego, tak jak dla większości dawnych bogów czasy są kiepskie – mało kto w nich jeszcze wierzy, bo żyjemy przecież w czasach dominacji chrześcijaństwa, a dawne mitologie traktujemy jak bajki. Nie wiemy jednak, że dzieje się tak dlatego ponieważ zastępy aniołów prowadzą regularną i dosłowną wojnę o zastępy dusz likwidując po kolei wszystkie bóstwa i przejmując ich wyznawców. Loki, jak przystało na boga kłamstwa staje po tej stronie, gdzie zwycięstwo i na usługach aniołów przystępuje do starań o zbawienie naszych nieśmiertelnych dusz. Będzie to oczywiście brudna robota, którą aniołom nie przystoi się parać, a swoje zadania, jak przystało na boga kłamstwa Loki wykonuje w  bardzo przewrotny sposób;] 

Za swoje usługi pobiera skromną opłatę w postaci anielskich piórek, które mogą się okazać o warte o wiele więcej niż ważą w obliczu zbliżającego się Armagedonu. A to wielkie wydarzenie ma nastąpić w czwartym, bardzo długo oczekiwanym tomie „Kłamcy”. W sumie dobrze się złożyło, że książka zostanie wydana w tym roku, bo zdążymy dowiedzieć się jak Loki poradzi sobie z końcem świata zanim ów nastąpi. W końcu to w 2012 ma nadejść przebiegunowanie ziemi przewidziane przez Majów i pięknie sportretowane przez Emmericha w filmie „2012”.

Ale zanim to warto przeczytać jeszcze raz wszystkie trzy tomy „Kłamcy” i przypomnieć sobie jak to Loki miał pełne ręce roboty zwalczając konkurencyjne dla chrześcijaństwa bóstwa takie jak choćby Herkules, nie umknął mu św. Mikołaj i oberwało się też bogu ducha winnym satanistom. Ja jak przystało na kobietę, doceniam też wątek romansowy.

Generalnie jest u Ćwieka i zabawnie i brutalnie, a choć ta opowieść rozgrywa się w zupełnie innym klimacie, jego czarny humor bliski jest Quentinowi Tarantino. Tak, jak reżyser Pulp Fiction ,Ćwiek wspaniale potrafi tworzyć postacie z założenia niesympatyczne, ale tak czarujące, że i tak będziemy im kibicować przez całą książkę. No i taki właśnie jest ten łobuz Loki.

Chyba nie czekam na „Kłamcę 4” z niecierpliwością oddanej fanki, ale przeczytam z wielką przyjemnością, bo spodziewam się tego, co u Ćwieka lubię najbardziej – niestandardowego spojrzenia na świat bogów, ironicznych dialogów, i oczywiście mojego ulubionego puszczania oka do czytelnika.
Bo okładka z tego co możemy zobaczyć, po raz kolejny jest BOSKA.

Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł: Kłamca / Kłamca 2. Bóg marnotrawny/ Kłamca 3. Ochłap sztandaru / Kłamca 4. Kill’em all
Wydawnictwo: Fabryka Słów 2005-2012